Dzisiaj jest sobota, 16 grudnia 2017. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Pamiętasz jezioro?

2011-11-22 17:05:04 (ost. akt: 2011-12-02 12:41:15)


Wybrałam się w odwiedziny do koleżanki na ulicę Limanowskiego. Przeżyłam szok: doły, wyrwane drzewa, wielkie rury, góry piachu, ciężki sprzęt, hałas. „Będzie piękniej” — stwierdziła koleżanka z nadzieją w głosie. No, nie wiadomo (...)

Pamiętasz jezioro?

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak


Wybrałam się w odwiedziny do koleżanki na ulicę Limanowskiego. Przeżyłam szok: doły, wyrwane drzewa, wielkie rury, góry piachu, ciężki sprzęt, hałas. „Będzie piękniej” — stwierdziła koleżanka z nadzieją w głosie. No, nie wiadomo — zwątpiłam — a pamiętasz jezioro? Właśnie ono przypominało mi się, gdy przechodziłam przez rozwaloną jezdnię. Ach jezioro, wspomnienie z dzieciństwa. Zawsze spokojnie w zasięgu wzroku. Było wąskie, długie, z jednym końcem na łące, a drugim przy młynie. Od południa miało wysoki, zadrzewiony brzeg niedostępny dla ludzi. Drugi brzeg był płaski, porośnięty olchami o bardzo pokręconych korzeniach sterczących nad wodą. Siedząc na tych korzeniach można było patrzeć, słuchać i podziwiać cuda natury. Gniazdowało tam mnóstwo ptaków, które można było obserwować z bliska; siwe czaple połykające ryby, żurawie, bociany, grupami pływające dzikie kaczki i pełno gniazd w trzcinie i na drzewach. W wodzie grupy małych rybek i goniące za nimi szczupaki. Nie kąpaliśmy się w nim, bo woda szybko mąciła się na czarno, no i były raki, które wygoniły z wody wielu śmiałków. Zdawało się, że tak będzie zawsze; przyloty ptaków, rozgwar w gniazdach, pluski perkozów i ryb, ptasie odloty. Zimowy odpoczynek, chociaż jezioro nigdy nie zamarzało.
Ale tak pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy brakowało nawozów do podniesienia urodzajności ziemi uprawnej w Zespole PGR-ów z siedzibą w Łukcie postanowiono użyźnić je mułem z dna jeziora. Najpierw „gruchnęła wieść — będą spuszczać jezioro — i po pierwszych jesiennych przymrozkach podniesiono śluzę przy młynie. Uwolniona woda pospiesznie spadała w doĀLł i potem pieniąc się spływała wąwozem do Pasłęki. Trwało to kilka szarych listopadowych dni. Któregoś popołudnia płaski brzeg zaroił się od ludzi. Pośpiesznie, pokrzykując wyławiali ryby. Najpierw z brzegu, stojąc na korzeniach olch dźgali widłami ruszające się błoto, by za każdym dźgnięciem wyciągnąć rybę imponujących rozmiarów. Później do drągów przybijali druciane kosze i czerpali błoto z rybami w środku (błoto przeciekało przez dziurki ryba zostawała w koszu). Byli tacy, co zdjęli drzwi z obórek i chlewików, by złowić więcej ryb z dala od brzegu. „Moi bracia przynieśli do domu dwa koszyki takich ryb”— opowiadałam w klasie rozkładając ręce na całą szerokość.W balii obmywaliśmy je z błota, a potem czyściliśmy i sprawialiśmy. Nie było wtedy lodówek, więc ryby nie zjedzone zostały zamarynowane w słoikach. Jeziorem nikt się już nie interesował. Stanowiło mulistą pułapkę. Dopiero, gdy nadeszły 20-stopniowe mrozy zobaczyliśmy to, co z niego zostało; kilka zakoli leniwej rzeczki, przymarznięte resztki drzwi wystających gdzieniegdzie z błota. Szybko ciężkie gąsienicowe ciągniki zepchnęły muł na duże hałdy od strony płaskiego brzegu. Jezioro wyglądało jak wielka nie zagojona rana ze strupami hałd z jednego boku. Serce płakało, kiedy słyszało żałośnie rozdzierające się krzyki ptaków wiosną — że ktoś zamordował im jezioro, zniszczył domy — gniazda — i odlatywały dalej. Hałdy, co roku wiosną porastają dorodnymi pokrzywami, bo tylko część mułu wywieziono na pola. Rana po jeziorze istnieje do dziś. No tak, ale co to ma wspólnego z Wigilią? Tamtego roku na stół wigilijny zostały postawione słoiki z ostatnimi rybami wyłowionymi z umierającego jeziora. Były pyszne, białe, w otoczce z galaretki. Zjadaliśmy je powoli w milczeniu. Mieliśmy smutne miny. Po głowie kołatało się: „już nigdy...” Czasami uświadamiam sobie, że są rzeczy zmienne, powtarzające się jak humor, pogoda, pory roku i są takie, które przez ludzkie nieprzemyślane słowa lub czynny niszczą coś cennego nieodwracalnie. A szkoda.

Zofia Nidzgorska

Pierwsza nagroda w konkursie "Wigilijna opowieść" z 2005 r.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB